Dodaj wpis Pokaż wpisy

adopt your own virtual pet!
Blog > Komentarze do wpisu

oj

Ktoś ważny i to bardzo napisał, że tu była, a tu ciągle październik, fakt... nie mam ani czasu ani jakoś weny by tu cokolwiek napisać, zawsze jak się do tego zbieram to coś mi przeszkodzi, albo mi się odechce...

ale teraz, korzystając z okazji, tak wcześniej, warto by było napisac, podsumować, zrelacjonować, opowiedzieć,....

Spróbuję w tej całej notce nie popaść w chaos, w czym ostatnio jestem niezła;)

od 7.10 pracuję, w firmie Le..... (jednak nie podam całej nazwy, bo i po co), prowadzę biuro i próbuję ich wyprowadzić z ogólnego bałaganu do jakiego doprowadziła moja poprzednicza, może mi się to uda jeśli pozwolą mi oni na to, przedłużając umowę na stałe... okaże się w grudniu....jestem baaardzo zadowolona z tej pracy, trochę mało się rozwijam, ale jednak poznaję nowe rzeczy, bo to branża dotąd zupełnie mi obca, mam dużo swobody, nie ma kata, który by nade mną siedział i walił po głowie, szefostwo jest przuprzejme i jeszcze traktują mnie z szacunkiem (którego podobno nie miała poprzedniczka), poważaniem i z sympatią... pracuję z 20 mężczyznami i 1 dziewczyną (sprzątaczką), więc ani nie dźwigam, ani nie muszę się zbytnio męczyć wykonując jakieś skomplikowane rzeczy, bo z wileką chęcią każdy pan mi pomoże:) nie powiem ma to mnóstwo zalet:) czuję się tam lubiana i dobrze mi tam:) wczoraj pierwszy raz naraziłam sie szefowi (tętno z 200 i burak na twarzy), ale nie oberwałam aż tak bardzo i mam nadzieję, że szybko o tym zapomni:)

od 1 listopada choruję, najpierw przeziębienie, które przerodziło się 10 listopada w mega duszący kaszel, a 20 listopada w piekielny ból po prawej stronie, żebro, płuco czy cuś.... ból taki, ze łzy same lecą.... na pogotwiu nic nie pomogli, zrobili tylko podstawowe badania i przeciwbólowy w kroplówce (pierwszy raz wenflon w żyle i kroplówka!! sinior teraz na pół ręki...;|), który i tak nie pomógł, nastraszyli zmianami w płucach, i znów koszmarem pulmunologii... tak się broniłam przed chorobym, ale niestety po wczorajszej wyprawie do lekarza, zostałam uszczęśliwiona 7 dniami;( dziś byłam na wynikach i druga ręka została unieruchomiona po pobraniu krwi (kurde no i znów sinior;(), boli tak, że nie mogę jej wyprostować;( nie wspomnę już o płaconych rachunkach w aptece, bo to jest pawdziwa trauma... nie ma jak leczenie!! niech żyją antybiotyki i służba zdrowia, fuck!

a prywatnie... z M. chodzimy na nauki przedmałżeńskie, nie wiem, czy ślub wypali, ale przynajmniej będziemy mieli to z głowy i nie będziemy uzależnieni od Kościoła, kiedy będzie je organizował...daty na razie nie zdradzę, bo... ;)

autko znów się rozkraczyło, tym razem do wymiany są świece i kable rozruchowe (150 zł) jupi!! ach no i dwie opony (300 zł), no i oczywiście przegląd techniczny (ok. 100 zł) - lol nie ma jak autko!!!!

ostatnio strasznie się zmieniłam... stałam się osobą bardzo roztargnioną, roztrzepaną, która popełnia mnóstwo głupich gaf... muszę to wyeliminować, bo mnie samą to baaaaardzo drażni!!!!

no i bym zapomniała... chodzimy z M. na kurs tańca!!!!!!!!! nie zdawałam sobie sprawy jak ogromną pasją to się dla mnie stanie, teraz ze względów zdrowotnych musieliśmy przerwać, ale jak tylko będę w stanie to wracamy i TAŃCZĘ!!!!!!!! jupiiiii!!!!! trenerka uznała, że mam do tegi dryg i fajnie i szybko łapię (no może pomiajając obroty;) - nie ma ludzi idelanych) zmienia mi się pięknie, dzięki ruchowi figura, no i w końcu czuję swoją kobicość!!! wiecie jak trudno rozruszać biodra w tańcu!!! ale pięknie jest jak w końcu się uda:)

taaak, gdyby nie ta choróbsko, mogłabym stwierdzić, że fajnie jest....

ostatnio ogromny u mnie instynkt macierzyńskie się pojawił... niesamowicie... albo lepiej nie.... ;P

28 listopada 25 urodziny.... jak to strasznie szybko zleciało...niesamowicie... wspomnijcie wtedy o mnie i pomyślcie ciepło....

środa, 26 listopada 2008, madziulek22